Wakacyjna miłość

Nie wiadomo, dlaczego jesteśmy bardziej otwarci i podatni na flirty w wakacje. Może dlatego, że mamy trochę wolnego, relaksujemy się, a słońce dostarcza pozytywnej energii. Wyjazdy w ciepłe kraje również sprzyjają przelotnym flirtom i romansom. Czy jednak warto pokładać swoją energię i emocje w wakacyjną miłość?

„Chciałam po prostu, żeby było miło”

To główny powód tego, że decydujemy się na wakacyjną miłość. Kiedy jesteśmy na urlopie, wszystko jest idealne, a flirt z przystojnym nieznajomym czy pociągającą nieznajomą dodaje smaku naszym wakacjom. Jeśli mamy za sobą nudny rok, w którym w naszym życiu prywatnym nie działo się nic szczególnego, taka „miłość” sprawia, że nagle czujemy, że cos się dzieje. Czujemy, że już nie musimy czekać lub wspominać przeszłość, nagle i wreszcie liczy się tu i teraz, to nasze 5 minut.

„Zaczęło się niewinnie”

Chyba zawsze zaczyna się niewinnie. Jednak na wakacjach ma to inny urok. Jeśli nie mamy partnera i nagle pojawia się wakacyjny towarzysz lub towarzyszka, z którymi możemy rozmawiać, bawić się, po prostu spędzać czas, wtedy nasze życie staje się takie „filmowe”. Oto spotykamy na swojej drodze kogoś często z odległego miejsca lub nawet kraju i coś „iskrzy”, coś jest na rzeczy. Czujemy się atrakcyjni, a co najważniejsze pozwalamy sobie na komfort nie myślenia o tym „co dalej?”.

wakacyjna milosc

sxc.hu

„Nawet nie zauważyłam, kiedy to się stało”

Kiedy w grę wchodzą prawdziwe uczucia i zaangażowanie, robi się nieco niebezpiecznie. Większość ludzi nawet jeśli wdaje się w jakieś wakacyjne flirty, nie traktuje tych znajomości poważnie, a osoba zaangażowana zostaje z tym problemem sama. Nie wiadomo, czy powinniśmy wyznać swoje uczucia, czy w ten sposób nie stracimy dobrej znajomości. Nasze wakacje zamieniają się w uciążliwą kontemplację na temat „co mam teraz z tym zrobić i czy coś w ogóle?”

„Czy to było tego warte?”

Bez względu na to czy zdecydujemy się wyznać uczucia czy nie, czy usłyszymy po tym niezręczną ciszę lub słowa wzajemności, jedno jest pewne, rozstanie jest nieuchronne. Wakacje kończą się, rozstanie nie jest łatwe, często łzy, pośpiech, bo nadjeżdża już pociąg. Po powrocie do domu jest trochę ciężko, ale żyje się dalej, gdzieś tam w środku z nadzieją, że „może się odezwie”. Nawet, jeśli się odzywa to pewnie tylko kilka razy i kontakt prędzej czy później urywa się. Wtedy pozostaje jakaś pustka, zaczynamy dostrzegać wady naszego wakacyjnego ideału, czujemy zawód i analizujemy wszystkie sytuacje w poszukiwaniu tego, co zrobiliśmy źle. I kiedy czas tak mija nam na analizach, rozmyślaniu i skupianiu się na bólu, pojawia się to pytanie: „czy to było tego warte?”

„A nam się udało”

Oczywiście są pary, które poznały się na wakacjach, wtedy to się zaczęło, chcieli spróbować i udało się. Prawdopodobnie sporo jest takich przypadków. Jednak niestety są one kroplą w morzu wśród tych nieudanych wakacyjnych miłości. Jednak, jeśli to naprawdę miłość zawsze warto próbować.

„Przynajmniej się czegoś nauczyłam”

Sztuką jest wyciąganie wniosków z tego, co nas spotyka. Nawet, jeśli wakacyjna miłość zakończyła się złamanym sercem, należy spojrzeć na to, co to doświadczenie nam dało. Dzięki temu poznajemy siebie i swoje reakcje w takich sytuacjach. Wiemy czy potrafimy po prostu bawić się z kimś bez zaangażowania czy jesteśmy na to zbyt emocjonalni. Dowiadujemy się również jak bardzo coś takiego może nas dotknąć i poznajemy swoje reakcje obronne. Nie twierdzę, że dobrze jest dać się zranić, ale jeśli już tak się stało, spróbujmy wyciągnąć wnioski. Poza tym każde nowe doświadczenie sprawia, że jesteśmy silniejsi oraz dojrzali i potrafimy realnie oceniać sytuacje. Może nie brzmi to zbyt romantycznie, ale na pewno takie podejście do sprawy ułatwi nam dobrą zabawę urlopie w czasie wakacji.

 

Elżbieta Jagodzińska

Musisz się zalogować, aby móc komentować Zaloguj