Buszując w trawie

Maryśka, trawa, zioło – każdy zna te slangowe określenia marihuany. Trudno tez spotkać kogoś, kto nigdy nie miał z nią nic wspólnego, nie znał kogoś, kto ją palił lub sprzedawał. Niektórzy uważają ją za nieszkodliwą używkę, inni za niebezpieczny wstęp do ciężkich narkotyków. Przy okazji każdej kampanii wyborczej słyszy się polityków, postulujących jej legalizację. Marihuana nie pozostawia nikogo obojętnym.

trawka

sxc.hu

Każdy kraj wypracował własną praktykę legislacyjną dotyczącą tego narkotyku, opiera się ona jednak na wspólnym założeniu – żejest on nielegalny. Polskie prawodawstwo jest w tym wypadku surowe – posiadanie jakiejkolwiek ilości marihuany jest przestępstwem. W pewnych przykładach istnieje wprawdzie możliwość odstąpienia od ścigania, praktyka pokazuje jednak, że dochodzi do tego stosunkowo rzadko, co ma oczywiście swoje pozytywne odbicie w statystykach wykrywalności przestępstw. Czy jest to jednak praktyka uzasadniona społecznie?

Obie strony sporu prześcigają się w skrajnych argumentach, prawda zaś leży oczywiście pośrodku. Naturalnie, że marihuana uzależnia i jest szkodliwa – jej przeciwnicy mają tutaj racje. Naukowcy (w tym Światowa Organizacja Zdrowia) przyznająjednak – choć niechętnie – za pod wieloma względami „trawka” jest mniej szkodliwa od legalnych przecież papierosów i alkoholu. Marihuany praktycznie nie da się przedawkować, co wcale nie znaczy, że – tak jak każda używka – nie może doprowadzić ona do śmierci, np. poprzez spowodowany pod jej wpływem wypadek samochodowy. Jej zwolennicy zdają się o tym nie pamiętać.

Tak naprawdę przepisy poszczególnych krajów są jedynie pokłosiem ustaleń zainicjowanych przez USA, a przypieczętowanych w 1961 roku, kiedy to kraje ONZ podpisały dokument o nazwie Uniform DrugConvention, w którym to zobowiązały się do wycofania narkotyku z użycia w ciągu 25 lat. Przykład krajów, które, w mniejszym bądź większym stopniu, zliberalizowały przepisy dotyczące uprawy i posiadania tej substancji, jest niejednoznaczny. Przez ostatni rok dużo mówiło się o przykładzie czeskim, nie brakowało wielu słów uznania i równie wielu – krytyki. Młodzi Czesi zawsze zaliczali się do czołówki używania marihuany, dzisiaj są już na pierwszym miejscu w Europie. Za inny przykład posłużyć może Holandia znana ze swych coffeshopów, których liczba, co ciekawe,wciąż spada.  Holandia boryka się bowiemz problemem tzw. turystyki narkotykowej. Trudno nie zauważyć, że jest to raczej problem ustawodawstwa krajów ościennych – gdyby również zliberalizowały swoje przepisy, problem ten mógłby zostać zmniejszony lub całkowicie wyeliminowany.Poza tym, państwo holenderskie zarabia na interesie narkotykowym niemałe pieniądze – to ono koncesjonuje sprzedaż i pobiera podatki. Kraje, w których „trawka” jest całkowicie zabroniona, trwonią w tym czasie pieniądze na procesy sądowe i koszty utrzymania więźniów, a na narkotyku bogacą się jedynie dealerzy.

Warto przy tym zauważyć, że wbrew sloganom rozpowszechnianym przez media, marihuana wciąż jest nielegalna, zarówno w Czechach, jak i w Holandii. W krajach tych wprowadzono jedynie określone limity, posiadanie narkotykówwciąż jest niezgodne z prawem. Rzecz nie tyczy się więc legalizacji, która jest w zasadzie niemożliwa z uwagi na prawo międzynarodowe, a umiejętnej legislacji i takiej modyfikacji postępowania, która utrudni życie dealerom oraz zwiększy świadomość społeczną dotyczącą niebezpieczeństw związanych z narkotykami.

Jaka nauka może płynąc z tych przykładów? Oba kraje nie odnotowały zwiększenia się patologii społecznych, dominują przekonania, że ograniczono jedynie narkotykowy czarny rynek. Co więcej, w połowie sierpnia lekarze, pacjenci i naukowcy z Czech, pod wpływem doświadczeń z USA, rozpoczęli także zbieranie podpisów pod petycją wzywającą do legalizacji marihuany w celach medycznych.

Wynika z tego, że środowiska domagające się legalizacji marihuany same strzelają sobie w stopę. Legalizacja nie nastąpi. Logicznym wydaje się natomiast popieranie tych inicjatyw legislacyjnych, które zmierzają do ograniczenia karalności i dopuszczenia posiadania niewielkiej ilości miękkich narkotyków na własny użytek.

Utrzymywanie obecnego stanu rzeczy w świetle polskiego prawa, w obliczu tak wielkiej popularności alkoholu i papierosów, trudno nazwać inaczej, jak tylko hipokryzją. Nie wspominając już o potencjalnych zyskach z akcyzy i ograniczeniu bezkarności dealerów, ustępującej jedynie stopniowi ich bezczelności.

 

Arkadiusz Nyzio

Musisz się zalogować, aby móc komentować Zaloguj