Kicz – moda która „leży i k(w)iczy”

Moda, jak kobieta, zmienną jest. To co w zeszłe wakacje było obiektem pożądania przynajmniej połowy społeczeństwa, rok późnie zupełnie traci na atrakcyjności. Ale nie oznacza to, że staje się popularnie zwanym „obciachem”. Wręcz przeciwnie, to, co raz wywołało szaleństwo mas, prawie na pewno powróci do łask po upływie czasu. Moda także kołem się toczy, modyfikowana i ożywiana przez kolejne kreatywne pokolenia, bazuje zawsze na trendach sprawdzonych przez nasze babcie czy mamy.

W ogromie atrakcji jakich dostarcza moda, przede wszystkim nowych odkryć i inspiracji łatwo wpakować się na tzw. minę. Miny są naprawdę zróżnicowane, ale co pocieszające bez trudu dają się odkryć nawet tym, którzy mody nie traktują zbyt serio. Grzech, popełniany w zdecydowanej większości przez mężczyzn, dotyczy choćby nawet pierwszego lepszego przykładu: zabójczego wiosenno- letniego zestawu, skarpet i sandałów. Mogą być naprawdę różne, całkiem neutralne, białe czy może nieco odważniejsze w kolorach tęczy. Nasuwające wciąż nurtujące pytanie- po co? Po co, w temperaturze 30 stopni w cieniu łączone z obuwiem letnim mającym przecież zapewnić komfort i, że tak to ujmę, przewiew.

kicz

sxc.hu

Jeszcze dalej idą ci, którzy mając stopę odzianą w skarpetę, umiejętnie gimnastykują nią, tak, aby duży palec odróżnić od reszty i przywdziać japonki. Nieco awangardowe, acz wykonalne rozwiązanie, znajduje (niestety) naśladowców wśród projektantów. Pomysł ten, choć z góry wydaje się przegrany i skazany na publiczne ośmieszenie, także osoby decydującej się na bądź co bądź odważny krok, znalazł już kilku naśladowców na salonach. Ale im wierzyć raczej nie należy, bo jeśli komuś brakuje odwagi na kreacje z mięsa, zawsze może skorzystać z czegoś bardziej przystępnego i także do szpilek skarpetki założyć.

Kiczem, zatem nie jest moda, która minęła. Bo z nią jest jak z premierem na przykład. Porównanie być może daleko idące ale sensowne- premier, tytuł zachowuje do końca życia, nawet po zakończeniu kadencji (niekoniecznie chwalebnej, nawet takiej całkowicie przeciętnej). Tak samo moda. Ta z lat 60. nigdy nią być nie przestanie, nawet jeśli dziś wydaje się, że prezentowała dość śmieszne rozwiązania.

Zły gust, to kicz. Przedobrzenie, w dobieraniu chociażby dodatków, z każdej kreacji może zrobić świąteczną choinkę, obładowaną po brzegi, uginającą się pod ciężarem ozdób i.. kompromitacji.

Niedobór też dobry nie jest. Zwłaszcza niedobór materiału, odsłaniający to, co zazwyczaj ukrywać powinien. Zresztą znaczenia większego to nie ma, bowiem nikt dobrze nie prezentuje się ucharakteryzowany na „styl uliczny”. Wiadomo o czym mowa bo zaszaleć w ubiorze każdemu się zdarzało. Ważne żeby z godnością, bez obaw o każdy kolejny krok, który może spowodować rozprucie nadwyrężonego nadmiernym rozciąganiem materiału czy zsunięcie materiału w najmniej spodziewanym momencie. Minimalizmem można bawić się w fakturach, niekoniecznie w objętości materiałów.

Kiczem są stroje, które zapomniały, że mają pełnić rolę ubrania a nie teatralnego kostiumu. Tu się świeci, tam błyszczy, tutaj coś dynda, tam oplata, opada, porusza się przy każdym ruchu, choćby drgnięciu powieki. Źle dobrany ubiór to także kicz. Na czerwony dywan trzeba ubrać się elegancko, ale to przecież nie bal przebierańców. Skąd zatem te wszystkie królewskie kreacje, satynowe suknie i ciężkie kolie? Żeby coś zamaskować zapewne, bo o podkreślaniu w natłoku takiej przesady, mowy być nie może.

Poważnym symbolem kiczu był także kolor różowy. Może raczej w formie przeszłej bo aktualnie coraz lepiej komponowany. Ale nadal przez wielu przesadnie hołubiony, łączony z jeszcze bardziej różowymi częściami garderoby , lakierkowy, przesłodzony. Najczęściej kojarzony z blondynkami i chyba też z tego powodu wyśmiewany. Może nie do końca słusznie, bo dobrze wyglądający na każdej kobiecie, która potrafi się z nim dobrze i roztropnie obchodzić.

Nie należy nam jednak zapominać, że kicz to także prąd w sztuce. Może więc nie wszyscy, którzy go lansują na miano kiczowatych zasługują w pełni. Może zabiegi te są świadome, a kontrowersje wywołują w celach zamierzonych? Wielcy wzorują się bowiem na jeszcze większych, ale nie staną się nimi dopóki zamiast być źródłem inspiracji będą jedynie jej naśladowcami.

 

Agnieszka Baran

Musisz się zalogować, aby móc komentować Zaloguj